Your network blocks the Lichess assets!

lichess.org
Donate

Rozdział 6 - Zatrzymać świat! Może Bobby się ruszy

Chess Personalities
Lobby hotelu Loftleidir brzmiało jak olbrzymi telewizor, na którego kanałach nadawano tylko ryk. Co najmniej trzystu rozgorączkowanych oficjeli szachowych, dziennikarzy i ciekawskich stłoczyło się w pomieszczeniu o powierzchni kortu tenisowego. „Fischer... Fischer... Fischer...” To słowo hulało po pokoju jak wiatr.

Rozdział 6
Zatrzymać świat! Może Bobby się ruszy

„Ten sukinsyn naprawdę to zrobił... To już chyba koniec, co?... Cramer coś plecie o przesunięciu meczu z powodów medycznych. Mówi, że Bobby jest przeziębiony. Ha! Ha! Ha!... Nie można się połączyć ze Stanami. Proszę mi wierzyć, próbuję od dwóch godzin... Nie, rozmawiałem ze stewardessą z tego samolotu w czwartek w nocy. Powiedziała, że odmówił wejścia na pokład, bo nie dostał obstawy policyjnej... Założę się, że pojawi się na losowaniu kolorów. To na pewno jest chwyt reklamowy... Wiem tylko, że jeden z pasażerów opowiadał, jak do Air Force One na pasie startowym podjechał samochód i ktoś wysiadł z samolotu w cywilnym ubraniu...”

Link do książki

Chester Fox stał okrążony przez reporterów.
– Panie Fox – pytał go brytyjski dziennikarz. – Czy niepokoi się pan o losy swojej inwestycji?
– Czy się niepokoję? Nawet nie zauważyłem – odpowiedział Fox z kamienną twarzą. – Za bardzo się staram, żeby się nie zesrać w gacie.
Davis i doktor Euwe, prezydent FIDE, weszli do lobby z poważnymi minami.
– Doktorze Euwe – zwrócił się do niego Harold Schonberg z „The New York Timesa”. – Jak się przedstawia w tej chwili sytuacja?
– Tak, panowie, no cóż... – powiedział Euwe. – Jak widzicie, pana Fischera tutaj nie ma. Powiedziano nam, że nadejdzie telegram z wyjaśnieniem. Jednak do tej pory...
– Wszyscy wiemy, że Bobby nigdy nie przedkłada zaświadczeń lekarskich – przerwał mu jeden z reporterów. – Kto tu kogo robi w konia?
– No, cóż. Pan Davis zapewnia, że taki telegram został wysłany, więc...
– Panie Davis – wtrącił się Schonberg – czy mógłby pan...
– Bez komentarza – Davis odmówił wyjaśnień. – To sprawa poufna.
– W każdym razie ja mogę wam powiedzieć, że telegram z całą pewnością jest w drodze. – Bas Cramera, podobny do głosu żaby ryczącej, dochodził z kierunku lewego łokcia Euwego. – Został wysłany wczoraj wieczorem przez lekarza pana Fischera i jeśli islandzki system komunikacyjny jest coś wart, powinien był tutaj dotrzeć jeszcze wczoraj, najpóźniej dzisiaj rano.
Davis spojrzał na zegarek. Była 11.24. Za sześć minut Euwe, Schmid, Cramer, Rosjanie i Islandczycy spotkają się na zebraniu. Według regulaminu choroba była jedynym ważnym usprawiedliwieniem nieobecności gracza, lecz choroba musiała być poświadczona przez oficjalnego lekarza meczu, którym był doktor Ulsar Thordarsson. Ponieważ Bobby znajdował się cztery tysiące kilometrów stąd, Thordarsson nie mógł go, rzecz jasna, zbadać, ale być może w zaistniałych okolicznościach Euwe i pozostali zaakceptują zaświadczenie telegraficzne od doktora Saidy’ego. Cała sprawa odroczenia rozpoczęcia meczu, w opinii Davisa, zależała od tego „być może”.
O 11.26 główny sędzia meczu Lothar Schmid przyszedł do lobby hotelu Loftleidir. Schmid był kulturalnym Europejczykiem o wyrobionym, harmonijnym zestawie zainteresowań. Urodzony w bogatej rodzinie, żył łaskawie w Bambergu w Zachodnich Niemczech, z atrakcyjną żoną, trojgiem dzieci, największą prywatną biblioteką szachową na świecie i kolekcją szachów, znaczków i autografów, która zajmowała sto dwadzieścia metrów kwadratowych. Był cały elegancko lśniący, miał miękkie, brązowe oczy i pięknie ustylizowane, gustownie siwiejące włosy. Nosił zamszowe, brązowe kombinacje, które podkreślały ogólne wrażenie kiciusia.
Kiedy jednak coś przypomniało Schmidowi o jego oficjalnym statusie głównego arbitra, ujmujący uśmiech znikał z jego twarzy. Jego oblicze stawało się sztywne i pozbawione humoru. Kiedy na przykład Schmid dokonywał inspekcji sali gry, siadał po kolei na sześciuset czy siedmiuset krzesłach i wiercił się na każdym z nich, żeby sprawdzić, czy nie powodują żadnych hałasów. Po godzinie z trudem dowlókł swoją bolącą miednicę do Thorarinssona i oświadczył ze śmiertelnie poważną troską: „Krzesło numer 222 skrzypi”.
W tej chwili twarz Schmida była ściągnięta od napięcia. Całe przedpołudnie czuł palpitacje i zatrważający ucisk w klatce piersiowej. Powiedział Gunnarowi Arnlaugssonowi, arbitrowi pomocniczemu, że poważnie rozważa rezygnację i powrót do domu.
– Straszne! – mruczał teraz. – Bobby nie powinien tego robić. Myśli pan, że jego umysł nie wytrzymał?
– Potrzebuje więcej czasu – zasugerowałem.
– Czasu! Ale już nie ma więcej czasu! Nie możemy ignorować zasad!
Wyglądało na to, że Schmid opowie się przeciwko odroczeniu rozpoczęcia meczu.
O 11.28 Thorarinsson przeszedł przez parking i wszedł do hotelu od drugiego końca lobby.
– Domyślam się, że telegram nie doszedł – powiedziałem. – Będziesz dalej walczyć o odroczenie meczu?
– To już nie ode mnie teraz zależy – odpowiedział. – To zależy od nich.
W tym momencie wkroczyli Rosjanie. Przystanęli u wejścia, pięciu mężczyzn stojących blisko siebie, jakby dla podkreślenia swojej osobności i jedności. Spasski stał krok przed innymi i z podniesioną głową patrzył swoimi spokojnymi, zielonymi oczami na scenę przed sobą. Wyglądał jak książę, który przybył do zamku lennika i czeka na powitanie.
Thorarinsson pospieszył powitać mistrza świata. Tłum rozstąpił się i zrobił przejście. Nawet najbardziej bezczelni reporterzy nie śmieli zadawać pytań, kiedy Spasski zmierzał do pokoju konferencyjnego. Gellera, Krogiusa i Neja wszyscy rozpoznali. Nowym człowiekiem był tłumacz o nazwisku Szamanin, jeden z wielu podobnych do siebie rosyjskich biurokratów na wyspie, których twarze wyglądały tak, jakby odrestaurowano je do niemal ludzkiej formy po jakimś straszliwym wypadku. Euwe, Cramer, Schmid i sędzia pomocniczy Arnlaugsson poszli za nimi. Drzwi się zamknęły.

***
Max Euwe był mężczyzną o postawie staroświeckiego zegara stojącego, wysoki i dostojny, z małą głową, przez którą wydawał się jeszcze wyższy. Łagodne oczy, uprzejmy uśmiech i obsypana cienkimi kosmykami włosów głowa nadawały mu wygląd poczciwca. Często starał się uchodzić za szorstkiego i energicznego, ale w kręgach szachowych był znany jako uparty Holender, który nie umie powiedzieć nie. Podczas utarczek z Bobbym chwiał się niepokojąco i w jednej rozmowie potrafił przejść od dyktatorskiego ultimatum do dziadkowej pobłażliwości.
Euwe był mocniejszy, niż się wydawał. Każdy człowiek, który potrafi zdobyć tytuł mistrza świata w szachach – a Euwe tego dokonał, pokonując w roku 1935 Aleksandra Alechina, przed Bobbym Fischerem najbardziej agresywnego mistrza w historii gry – musi być bardzo mocny. Ale siła Euwego była jak potęga wody. Łatwo go było popychać, ale z czasem ci, co go popychali, orientowali się, że zaczynają się męczyć, a on był nadal w tym samym miejscu.
Euwe otworzył zebranie.
– Panowie, nastąpił poważny kryzys. Ogromne wysiłki i znaczne sumy pieniędzy włożono w mecz, który jak nigdy przedtem wzbudził zainteresowanie świata szachami. Stawką jest prestiż dwóch wielkich krajów. Musimy być bardzo ostrożni, podejmując decyzje. One będą miały wpływ na wizerunek szachów w oczach opinii publicznej i na przyszłość FIDE przez wiele lat.
Potem przeszedł do konkretów. Poinformowano, że Fischer jest chory, ale telegram od jego lekarza jeszcze nie dotarł. Cramer się wtrącił i zapewnił zebranych, że telegram jest w drodze.
– Z całym szacunkiem nalegam, aby na tym zebraniu nie podejmować żadnych decyzji aż do jego nadejścia.
Euwe powiedział, że sytuacja nie będzie łatwa, nawet jeśli ten telegram przyjdzie.
– Regulamin stanowi, że zaświadczenia lekarskie muszą być podpisane przez oficjalnego lekarza meczu. Jako że oficjalny lekarz jest tutaj, a pan Fischer jest tam...
Cramer nie omieszkał zauważyć, że regulamin nie przewidział obecnej sytuacji.
– Doktor Saidy jest odpowiednio wykwalifikowanym lekarzem. W takich okolicznościach sądzę, że niniejsze zebranie powinno zaakceptować jego diagnozę.
Schmid poruszył kolejny problem.
– W punkcie szóstym regulaminu meczu stwierdza się, że „świadectwo lekarskie powinno być dostarczone głównemu arbitrowi nie później niż w południe w dniu rozgrywania partii”. W tej chwili brakuje tylko pięciu minut do godziny dwunastej.
Euwe podniósł bardziej fundamentalną kwestię.
– Czy mecz już się zaczął?
Na ceremonii otwarcia Thorarinsson oświadczył, że „mecz uważa za rozpoczęty”. Euwe był odmiennego zdania.
– Niektórzy sądzą, że mecz rozpocznie się dopiero z chwilą losowania kolorów lub uruchomienia zegara – powiedział.
Gdyby tak było, wówczas spóźnienie Bobby’ego podlegałoby jurysdykcji prezydenta FIDE, który miał do dyspozycji szeroki wybór możliwych decyzji. W tym momencie pojawił się zastępca lekarza meczu. Grając na zwłokę, Cramer wszczął spór na temat tego, czy zastępca lekarza meczu został właściwie akredytowany. Euwe mu przerwał i skierował pytanie do Spasskiego: czy mecz się już zaczął, czy nie? Spasski pozwolił Gellerowi wyrazić stanowisko Rosjan: mecz został otwarty podczas ceremonii otwarcia.
Cramer zinterpretował to jako głos przeciw Bobby’emu. Jeśli zebrani zadecydują, że mecz się już rozpoczął, wtedy regulamin praktycznie wymusi przegraną Fischera walkowerem w pierwszej partii. Cramer spodziewał się, że tylko Rosjanie będą głosować przeciwko Bobby’emu. Doznał szoku, kiedy usłyszał Schmida, który zapytał:
– Co jest celem ceremonii otwarcia, jeśli nie otwarcie meczu?
Cramer zbił argument Schmida.
– Ceremonia otwarcia jest tylko imprezą towarzyską, dekoracją! Moim zdaniem mecz się zaczyna, kiedy gracze losują kolory. Ten mecz się jeszcze nie zaczął!
Wtedy przyszedł cios nokautujący.
– Według umowy amsterdamskiej – oznajmił Thorarinsson – mecz musi się rozpocząć nie później niż 1 lipca. Dzisiaj jest 2 lipca. Dlatego w mojej opinii ten mecz rozpoczął się od ceremonii otwarcia.
Thorarinsson mógł stracić więcej niż ktokolwiek inny, gdyby mecz nie doszedł do skutku, a jednak przytoczył ten punkt umowy, który najbardziej zagrażał meczowi. Boleśnie osamotniony, Cramer złapał się pierwszej myśli, jaka mu przyszła do głowy i rozpoczął obstrukcję.
– Panowie! Proszę mi wybaczyć, ale zauważyłem, że już i tak duża delegacja rosyjska została powiększona o tłumacza, pana Szamanina. Zastanawiam się, czy jego obecność tutaj jest niezbędna i uczciwa. Jak wszyscy wiemy, pan Spasski znakomicie mówi po angielsku. Jeżeli jednak pan Spasski woli mieć tłumacza, to uważam, że delegacja amerykańska również powinna korzystać z pomocy tłumacza, aby tłumaczyć na angielski uwagi, które pan Spasski i jego towarzysze wymieniają między sobą po rosyjsku. Albo, być może, aby warunki były sprawiedliwe dla obu stron, zebranie powinno się prowadzić w języku jednakowo nieznanym wszystkim obecnym. Na przykład hiszpańskim!
Twarze delegacji rosyjskiej nabrały czerwonej barwy. Krogius mówił coś szybko po rosyjsku, Szamanin tłumaczył:
– Kim pan właściwie jest, panie Cramer? Kogo pan tutaj reprezentuje?
Zaskoczony Cramer odpowiedział, że „reprezentuje pana Fischera we wszystkich sprawach, które dotyczą meczu”.
– Czy może nam pan pokazać upoważnienie?
Cramer nie miał nic na piśmie, co by poświadczało, że jest reprezentantem Bobby’ego, toteż próbował potraktować to pytanie lekko.
– Jak dobrze wiadomo, jedyne dokumenty, jakie pan Fischer podpisuje, to czeki wystawione na niego. Ha! Ha! Ha!
– Ponieważ nie ma pan żadnego dokumentu podpisanego przez pana Fischera, nie ma żadnego powodu, aby zaakceptować pana jako reprezentanta pana Fischera. Członkowie delegacji rosyjskiej nie rozumieją, dlaczego jest pan w tym pokoju i dlaczego zmuszeni są słuchać tego, co pan mówi.
Euwe wkroczył i płynnie zmienił temat.
– Widzę obiekcje dla przyjęcia poglądu, że mecz jest już otwarty. Nie otwiera się meczu o mistrzostwo świata paroma przemówieniami i skrzypcami. Jestem zdania, że mecz się zacznie, kiedy gracz, który wylosował białe, wykona pierwszy ruch w pierwszej partii.
Następnie Euwe przedstawił alternatywy, żadna z nich nie była przyjemna.
– Pierwsza. Jeśli zdecydujemy, że mecz się zaczął, Bobby przegra pierwszą partię walkowerem i najprawdopodobniej odda cały mecz walkowerem. Pan Spasski zachowa tytuł, który straci wiele ze swojego znaczenia. Druga. Jeśli zdecydujemy, że mecz się nie zaczął, wówczas prawdopodobnie trzeba będzie ten mecz odwołać. Okaże się, że pan Spasski zmarnował osiem miesięcy przygotowań, a Islandzka Federacja Szachowa na próżno wydała mnóstwo pieniędzy. W obu przypadkach należy się spodziewać bardzo silnej i gniewnej reakcji Stanów Zjednoczonych. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że FIDE się rozpadnie na skutek tej kontrowersji.
Euwe wyciągnął szyję na całą długość.
– Myślę o innym podejściu. Załóżmy, że odroczymy pierwszą partię o dwa dni. To da możliwość panu Fischerowi, aby rozwiązał swoje problemy i zdążył na pierwszą partię we wtorek. Jednocześnie dam panu Fischerowi ultimatum. Jeśli nie pojawi się w Reykjaviku we wtorek o godzinie dwunastej w południe, 3 lipca, utraci wszystkie prawa pretendenta.
Przez długą chwilę nikt nie mówił ani nawet nie oddychał. Euwe zapytał o zdanie Thorarinssona, który odpowiedział ekspresyjnym, nieco teatralnym tonem.
– Panowie, jeśli dwudniowe odroczenie meczu jest możliwe, Islandzka Federacja Szachowa zgodzi się na nie bardzo chętnie.
Wszyscy czterej Rosjanie zaczęli ze sobą gorączkowo rozmawiać w swoim języku. Spasski zwrócił się do Euwego.
– Doktorze Euwe, moi koledzy i ja musimy to przedyskutować, zanim podejmiemy decyzję. Może... – spojrzał na zegarek.
Euwe zaproponował przerwę na lunch do godziny drugiej. Kiedy Spasski wychodził, jego twarz nie dawała żadnych wskazówek co do jego intencji.

***
– Saidy nie wysłał telegramu!
Davis nie wyjaśnił, czy Saidy poprosił Bobby’ego o pozwolenie i Bobby odmówił, czy Saidy był pewien, że Bobby odmówi i dlatego nie poprosił Bobby’ego o pozwolenie. Davis był w ostatnim czasie bombardowany tak często, że sprawiał wrażenie człowieka, któremu to nie przeszkadza. Ale Cramer był przygnębiony tym, że mimowolnie przedstawił sprawę telegramu w nieprawdziwym świetle.
– Jesteśmy teraz na łasce Rosjan – powiedział z goryczą. – A to nie jest dobre miejsce. Założę się, że Geller dzwoni w tej chwili do Moskwy. Oni wiedzą, że Bobby może wygrać ze Spasskim i teraz nigdy nie pozwolą mu usiąść do szachownicy.
Davis się zgodził.
– Więc nie mów nikomu, że telegram nie przyjdzie. To może być pretekst, na który Rosjanie czekają.

***
Mecz został ocalony, przynajmniej do lunchu, i zasługę wstrzymania egzekucji Schmid i Cramer przypisywali Euwemu. Byli zdumieni tym, jak skutecznie poprowadził zebranie ten poczciwy stary pomnik. Być może byliby mniej zaskoczeni, gdyby wiedzieli to, co wiedzieli Spasski i Thorarinsson.
O godzinie ósmej rano tego dnia szczwany Islandczyk namówił czempiona na potajemne spotkanie w hotelu Esja. Powiedział Spasskiemu, że jeśli mecz nie wypali, Islandzka Federacja Szachowa będzie około stu czterdziestu tysięcy dolarów w plecy. Co najmniej pięćdziesiąt tysięcy na przygotowanie meczu i ponad siedemdziesiąt osiem tysięcy na nagrodę dla Spasskiego. Rząd islandzki, który będzie musiał pokryć straty, może źle na tym wyjść. Thorarinsson taktownie przypomniał Spasskiemu, że rząd tworzy lewicowa koalicja przyjaźnie nastawiona do Moskwy. W tej chwili sprawy stoją w ten sposób, że świat obarcza Bobby’ego winą za ewentualne unicestwienie meczu. Dlaczego Spasski miałby brać część winy na siebie?
Spasski wiedział, że władze w Moskwie chcą, żeby zerwał mecz. Kusiła go szansa wygrania bez walki. Ale co innego mówiła ambicja. Eksperci nazywali Bobby’ego największym szachistą w historii tej gry. Gdyby Spasski go pokonał, jak nazwaliby jego? Poza tym były względy finansowe.
– Myślę – westchnął Spasski – że musimy dać temu meczowi jeszcze jedną szansę.
Thorarinsson podpowiedział Spasskiemu, jak zgodzić się na odroczenie, sprawiając wrażenie sprzeciwiania się temu. Niech Euwe przejmie inicjatywę i odpowiedzialność. Taki był scenariusz i jak dotąd wszystko szło zaskakująco gładko. Ale co będzie, jeśli podczas lunchu Spasski odbierze telefon z Moskwy?

***
Cramer został usunięty krótko przed początkiem zebrania o godzinie drugiej. Euwe wziął go na stronę i powiedział tak delikatnie, jak tylko potrafił:
– Lepiej, żeby pan teraz nie przychodził na to zebranie. Skontaktujemy się z panem później.
Tłumaczenie nie było potrzebne. Było oczywiste, że Rosjanie zadzwonili do Euwego w czasie przerwy i powiedzieli mu, że nie życzą sobie obecności Cramera. To była ordynarna taktyka, ale legalna, i Euwe nie mógł oponować.
Cramer nie przyjął ciosu lekko.
– Jeśli pan nalega – odpowiedział. – Ale zdaje pan sobie sprawę, że jak mnie pan wykopie, a potem odwoła ten mecz, to będzie wyglądało tak, jakby Bobby został wyrolowany. A to naprawdę spowoduje rozłam w FIDE.

***
Schmid otworzył popołudniową sesję elokwentną argumentacją na korzyść dwudniowego opóźnienia meczu. Potem Euwe zwrócił się do Rosjan.
– Panowie, czy podjęliście decyzję?
Geller odpowiedział diatrybą na temat Bobby’ego Fischera. Następnie potępił prezydenta FIDE za uleganie oburzającym żądaniom Bobby’ego. W miarę trwania przemowy, nazwisko Fischera było słychać coraz rzadziej, a nazwisko Euwego coraz częściej. Rosjanie posłużyli się sprawą Bobby’ego Fischera niczym pałką i walili nią Euwego po głowie.
Euwe zacisnął wargi. Przypuszczał, że Geller działa na rozkaz Moskwy. W rzeczywistości Geller wykonywał polecenie Spasskiego, który był przekonany, że Euwe faworyzuje Bobby’ego i postanowił staruszka ukarać. W końcu Geller przeszedł do rzeczy.
– Delegacja sowiecka nie popiera ani też nie jest przeciwna propozycji odroczenia meczu o dwa dni, jak również jakiejkolwiek innej propozycji, która zastała wysunięta. Delegacja sowiecka jest zdania, że decyzja należy do prezydenta FIDE, który jest za nią odpowiedzialny.
Było jasne, że Rosjanie chcą meczu, tylko nie chcą tego przyznać. Chcieli, żeby Euwe uratował im skórę, łamiąc przepisy FIDE, a potem chcieli staruszka powiesić za złamanie przepisów. Nieuczciwość tego manewru rozwścieczyła Euwego.
– Ja jestem odpowiedzialny, mówicie? Bardzo dobrze! – Euwe skoczył na równe nogi. – Ogłoszę, że meczu nie ma, a Spasski jest zwycięzcą. Czy tego chcecie?
To była ostatnia rzecz, której chcieli Rosjanie. Spasski zbladł. Schmid chwycił Euwego za ramię, żeby go powstrzymać.
– Doktorze Euwe! Proszę! Nie możemy podejmować decyzji w ten sposób. Sprawa jest zbyt poważna. Porozmawiajmy spokojnie.
Euwe ochłonął, ale Rosjanie dostali ostrzeżenie. Nej, który mówił po niemiecku, wyraził stanowisko Rosjan bardziej taktownie. Euwe znowu się zdenerwował. Thorarinsson powiedział stanowczo:
– Myślę, że wszyscy zgadzamy się na opóźnienie.
Euwe wyciągnął rękę do Spasskiego.
– Podejmę decyzję z pomocą kolegów z FIDE tutaj w Reykjaviku – powiedział.
Przez całe zebranie Spasski utrzymywał swoją spokojną i poważną maskę. Ale kiedy żegnał się z Euwem, jego oczy były pełne niepokoju. Co będzie, jeśli moskiewska biurokracja dowie się o jego roli w odroczeniu meczu?

***
Niedzielne popołudnie rozwinęło się jak dywanik. Działacze FIDE spotkali się o 4.30 w pokoju hotelowym Euwego i zatwierdzili odroczenie meczu. Euwe wyznaczył ceremonię losowania kolorów na wtorek, 3 lipca, godzina 11.45 przed południem. Pierwsza partia meczu zacznie się tego samego dnia o piątej po południu.
Jeden z reporterów podsumował wydarzenia dnia w następujący sposób: „Oni wszyscy nienawidzili Bobby’ego. Bobby usadowił się na krześle elektrycznym i każdy w pokoju chętnie przekręciłby włącznik. Ale nikt nie mógł sobie pozwolić na to, żeby ten sukinsyn spłonął. Więc co zrobili? Zatrzymali świat. Jeśli teraz wszyscy upadniemy na kolana, być może Bobby zechce się ruszyć”.

***
W Nowym Jorku była prawie druga po południu, kiedy Davis przekazał Tony’emu informację o odroczeniu rozpoczęcia meczu.
– Świetnie! – Tony powiedział słabym głosem.
Bobby jeszcze spał i była to właściwie jedyna rzecz, za którą Tony musiał być wdzięczny. „Do niedzieli wszyscy już dostawaliśmy bzika” – wspominała później matka Tony’ego. – „Za każdym razem, kiedy braliśmy gazetę do ręki, przypominano nam, że przyjęliśmy pod swój dach Hańbę Narodową. To było szalone, doprowadzające do szału, frustrujące, straszne. To było też zabawne, ale wtedy tak na to nie patrzyliśmy. Goszczenie tego szajbusa w domu i dwa telefony dzwoniące rano, w południe i w nocy! Niektórzy dziennikarze dowiedzieli się, gdzie on jest i też dzwonili. W niedzielę paru dobijało się do drzwi. Tony był ledwo żywy. Wszystko było na jego głowie i obojętnie, czego próbował, nic z tego nie wychodziło”.
Kiedy Bobby wstał, nadal był blady i półprzytomny. Tony przekazał mu wiadomość z Reykjaviku.
– Tak?
Tylko tyle powiedział. Był o wiele bardziej zainteresowany śniadaniem.
Pani Saidy mu je podała, ale nie była taka pogodna jak zwykle. Tony cały czas gdzieś dzwonił albo leżał i odpoczywał. W miarę jak mijało popołudnie, Bobby stawał się coraz bardziej spięty. Zaczął mruczeć, że „czuje tutaj złe fluidy”. Gdy tylko zadzwonił telefon, podskakiwał.
– Czy to był dziennikarz?
Odpowiedź brzmiała zawsze: nie. Kiedy zatelefonował Edmondson, Tony musiał wymyślić jakieś inne nazwisko.
Koło piątej Bobby poprosił o sandwicha. Kiedy mu go podano, podniósł górę i sprawdził zawartość. Nie robił tego od piątku.
Częściowo po to, by zabrać go z domu, Peter Saidy poprosił przyjaciela, aby pojechał z Bobbbym pograć w kręgle. Po paru godzinach na kręgielni przyjaciel Petera zdecydował, że trochę zachęty nie zaszkodzi.
– Wiesz, Bobby – powiedział. – Myślę, że możesz wygrać z tym Spasskim.
Bobby gwałtownie obrócił się do niego.
– Nie potrzebuję ciebie, żeby o tym wiedzieć!
Kiedy wrócili do domu Saidych, Bobby wciąż był w podłym humorze. Tony doszedł do wniosku, że lepiej nie rozmawiać z nim o meczu, dopóki nie będzie bardziej zrelaksowany. „Spróbuję podejść go rano” – pomyślał.

***
Tego wieczoru frapująca postać pojawiła się u drzwi frontowych domu Saidych. Ten człowiek był niski, ciemny, muskularny i niedbale ubrany. Miał krzaczaste wąsy i mówił jak zawodowy bokser z filmu z roku 1936.
– Dobry wieczór. Jestem Jackie Beers. Kumpel Bobby’ego.
Poszedł na górę. Tony wyjaśnił, że Jackie Beers jest kimś w rodzaju pieczeniarza Bobby’ego. Poznali się jako młodzi szachiści. Bobby zrealizował swój potencjał, a Jackie nie. Jackie wielbił Bobby’ego. Bobby traktował go z góry, czasami obrażał. Pewien człowiek, który zna ich obu, powiedział, że parę lat temu słyszał, jak Bobby beszta Jackiego. „Wszyscy mamy geny, Jackie, ale różnica między tobą a mną jest taka, że ja mam dobre geny, a ty masz złe. Dlatego ja jestem wielkim szachistą, a ty jesteś zwykłe gówno”.
Jackie był agresywny. Za wszczynanie bójek zabroniono mu wstępu do kilku klubów szachowych. Jednak przyjmował pogardę Bobby’ego bez skargi. Zdawał się sądzić, że Bobby jest doskonały. Za to bezkrytyczne oddanie Bobby odwzajemniał się swoim własnym opryskliwym oddaniem. Nieważne, o jakiej porze Jackie dzwonił i pytał, czy może wpaść, Bobby niezmiennie odpowiadał: „No, dobra. Ale nie możesz długo zostać. Muszę odpocząć”.
A faktycznie siedzieli całą noc, oglądając telewizję, grając w szachy i rozmawiając o samochodach i kobietach. Bobby postrzegał Jackiego tak, jak Sinatra postrzega członków swojego gangu: jako kogoś, kto jest zawsze obok, na kim można się wyżyć i kto poprawia samopoczucie, przypominając mu, jak dużo lepiej mu się powodzi. W rzeczywistości Jackie był kimś więcej niż pieczeniarzem. Był przyjacielem Bobby’ego.
Wkrótce w pokoju Bobby’ego słychać było śmiech i głośną rozmowę. Czy Bobby przeniósł swoje zaufanie z Tony’ego na Jackiego, z człowieka, który mówi „tak, ale”, na człowieka, który mówi po prostu „tak”? Jeżeli tak było, widoki na mecz przedstawiały się jeszcze bardziej ponuro.

***
Freystein Thorbergsson jest niskim, kwadratowym mężczyzną niewiele po czterdziestce o rudych włosach i czerwonej twarzy. Jego oczy palą się z upiorną intensywnością, to są oczy wizjonera. Ale jego silne, małe ręce wskazują na człowieka czynu.
Jesienią 1971 roku Thorbergssonem owładnęła wizja: mecz Spasski – Fischer musi odbyć się w Islandii. W charakterystyczny dla siebie dynamiczny sposób pomagał Thorarinssonowi w promowaniu meczu. Ale Thorarinsson też był wizjonerem i w czasie jednego z kryzysów ich wizje się zderzyły. Thorbergsson skrytykował Thorarinssona i pod koniec kwietnia odwiedził Bobby’ego w ośrodku Grossingera, aby go zapewnić, że wielu Islandczyków jest w tym sporze po jego stronie.
Kiedy Bobby nie pojawił się na losowaniu kolorów, katastroficzne przewidywania Thorbergssona się sprawdziły, ale mecz, o który walczył, wydawał się unicestwiony. Wtedy zdarzył się cud odroczenia. Thorbergsson postanowił polecieć następnym samolotem do Nowego Jorku i nakłonić Bobby’ego do gry.
Powiedział islandzkiemu dziennikarzowi, co zamierza zrobić, a potem pognał na lotnisko. Żadnego bagażu. Nawet szczoteczki do zębów. Z samolotem DC-8 jako swoim Rosynantem i płonącym majakiem jako zbroją Thorbergsson odleciał w donkiszotowskiej nadziei, że tam, gdzie wszystkim innym się nie udało, jemu się powiedzie.

***
O północy Thorarinsson leżał w łóżku i robił przegląd dnia. Udało się zyskać czas, ale trzeba będzie czegoś więcej niż czas, aby sprowadzić Bobby’ego do Islandii. Nadszedł moment, zdecydował Thorarinsson, aby użyć tajnej broni. „Rano” – powiedział do siebie – „złożę wizytę premierowi”.

***
Rano Thorarinsson będzie rozmawiać z premierem. Thorbergsson przyjedzie do Douglaston. Tony pogada z Bobbym. Ale czy na pewno pogada? Rano Bobby będzie spał i będzie spał co najmniej do wczesnego popołudnia. Znowu ludzie otaczający Bobby’ego siedzieli na bombie zegarowej. Tak jak w czwartek i w niedzielę będą mieli nie więcej niż siedem godzin, żeby wsadzić Bobby’ego do samolotu.
Szydercza obojętność Bobby’ego na wiadomość o odroczeniu meczu odebrała wszystkim energię. „Tony był zdewastowany” – Peter powiedział potem. – „Fizycznie i psychicznie znajdował się na krawędzi”. Potrzebni byli nowi ludzie w Douglaston, Lombardy widział to wyraźnie w sobotę wieczorem. Ale kto? Lombardy mógł pomyśleć tylko o jednym człowieku, który miał wystarczającą siłę uderzenia, żeby wypędzić Bobby’ego z jego bunkra. Był nim Paul Marshall.
Będąc prawie pewnym, że jeśli Bobby pojedzie do Reykjaviku, to nie weźmie ze sobą sekundanta, Lombardy zdecydował się przyjąć ofertę komentowania meczu dla telewizji kablowej, wysuniętą przez firmę TelePrompTer. W niedzielę on i Marshall spotkali się z przedstawicielami TelePrompTera. Po podpisaniu kontraktu Marshall zaprosił Lombardy’ego do domu na kolację. Przy drinkach Lombardy poruszył drażliwy temat. Marshall wzruszył ramionami.
– Wydostałem się z tego gniazda żmij. Czemu miałbym tam wracać?
– Bo ty tego chcesz!
Lombardy miał rację. Marshall był znudzony bezpiecznymi sukcesami. Bycie prawnikiem Bobby’ego dawało zastrzyki adrenaliny, których jego temperament potrzebował.
– Chyba mam nie po kolei w głowie – powiedział. – Ale spróbujmy.
Lombardy zatelefonował do Douglaston koło dziesiątej w niedzielę wieczorem. Bobby nie chciał rozmawiać.
– Oglądam „Cade’s County”.
Godzinę później Bobby nadal nie był zainteresowany rozmową o swoich planach. Marshall i Lombardy postanowili pojechać do Douglaston.

***
Przyjechali do Saidych krótko po północy. Dom był ciemny. Zadzwonili do drzwi. Nikt nie odpowiedział. Zadzwonili jeszcze raz. W końcu Bobby przestał pustoszyć lodówkę i podszedł do drzwi. Uścisnęli sobie anemicznie ręce, po czym Bobby włączył telewizor i klapnął na kanapie.
– No, dalej – powiedział. – Słucham.
– Myślę, że powinieneś jechać do Reykjaviku i grać w tym meczu – zaczął Marshall.
– Tak? – Bobby oglądał telewizję.
– Tak. Masz coś lepszego do roboty? – Marshall go drażnił.
Dźwięk z telewizora był akurat wystarczająco głośny, by odciągać uwagę.
– Chyba się nie boisz? – Marshall rzucił mu wyzwanie.
Bobby wydał z siebie prześmiewcze chrząknięcia.
– W każdym razie tak ludzie myślą.
Gdyby powiedział to ktokolwiek inny, Bobby by go ochrzanił.
– O co chodzi? Nie podoba ci się umowa?
Marshall nagle zmienił ton na rzeczowy i przeszedł do spraw praktycznych. To była jego metoda na Bobby’ego. Zmieniać tempo, dezorientować go pracą nóg.
Bobby odpowiedział, że nie pojedzie, dopóki jego warunki nie będą spełnione.
Lombardy powiedział, że warunki finansowe meczu są mało istotne.
– Te pieniądze to drobiazg. Kiedy zostaniesz mistrzem świata, zarobisz miliony.
W tym meczu chodziło o większe rzeczy niż pieniądze i Lombardy ponownie zwrócił Bobby’emu na to uwagę. Bobby zamruczał coś na temat „zasad”. Lombardy postanowił przeciąć te bzdury.
– Bobby – powiedział spokojnym, opanowanym tonem trenera dodającego pewności najlepszemu zawodnikowi. – Na sto procent wygrasz ten mecz. Nie ma mowy, żeby Spasski mógł cię pokonać.
– Daj spokój! – Bobby zaśmiał się drwiąco. – Każdy to wie!
– Co każdy wie? – Marshall wpatrywał się w niego. – Dwudziestu pięciu arcymistrzów wie, że możesz wygrać ze Spasskim, ale nawet nie wszyscy z nich są tego pewni. A publiczność nie wie. Ci wszyscy ludzie, których chcesz zainteresować szachami, co oni wiedzą? Tylko tyle, że Spasski się stawił do gry, a ty nie. I to wygląda tak, jakby on miał jaja, a ty jesteś mięczakiem.
Bobby gapił się na ekran telewizora, zawzięty i milczący. Marshall nie wierzył, że Bobby boi się Spasskiego. Zorientował się, że posunął się za daleko. Ojcowskim tonem zaczął mówić o rzeczach, które znajdowały się w bezpiecznej odległości od problemu strachu.
– Porozmawiajmy o interesach.
Bobby spojrzał na Lombardy’ego i wymamrotał coś o „prywatnych sprawach”. Lombardy odkrył ciekawe rzeczy do zrobienia w kuchni. Marshall wszedł w swoją zawodową rolę.
Zaczął od serii szybkich pytań o kontrakty, starając się odwrócić głowę Bobby’ego od filmu. Niczym prawnik na procesie, występujący przed ławą przysięgłych, chodził tam i z powrotem, gestykulował teatralnie, przyjmował sześciometrową postawę dystansu, a potem podchodził blisko dla wywarcia nacisku. I cały czas wygłaszał inspirującą mowę na temat Bobby’ego Fischera i pełnej chwały kariery, jaka się przed nim otwiera.
Po dwudziestu minutach Marshall zmasakrował nocny film. Po czterdziestu minutach Bobby zadawał pytania o te wszystkie możliwości, które mogą się pojawić tylko wtedy, jeśli pojedzie do Reykjaviku i wygra. Korzystając z rozpędu, Marshall nawrócił do bieżącego kryzysu. Przebiegł przez kontrakt Bobby’ego, zatrzymując się najdłużej przy ustaleniach telewizyjnych i niemal nieograniczonych możliwościach wykorzystania wyprodukowanego filmu. Co do otrzymania nagrody pieniężnej z góry, Marshall powiedział, że istnieje kilka standardowych sposobów zagwarantowania wypłaty. „Chodziło o to” – wspomina Marshall – „żeby Bobby skupił się na szachach i powierzył mi wszystkie ustalenia”.
– No, dobra, ale co z pieniędzmi za bilety wstępu? – zapytał Bobby. – Chcę tych trzydziestu procent. Chcę, żeby gracze je dostali, a nie organizatorzy. Mają do tego prawo!
Marshall zaryzykował skok do wody.
– Nie mają!
– Co?! – Bobby aż się zachłysnął.
– Gracze nie mają prawa wpędzać organizatorów w długi – oświadczył Marshall i dodał, że organizatorzy też mają swoje prawa. – Poza tym Islandczycy prawdopodobnie i tak na tym stracą.
Bobby powiedział, że nie ma nic przeciwko temu. Im więcej stracą, tym lepiej.
– Dam tym islandzkim padalcom nauczkę!
Marshall wytłumaczył mu, że to jest nieoświecony kapitalizm. Jeżeli Bobby chce uczynić szachy ważnym sportem, to musi zaakceptować fakt, że ludzie będą chcieli na nim zarobić.
– Nikomu nie pozwolę zarabiać na mnie! – Bobby wybuchnął.
– W porządku. Ale wtedy ty też nic nie zarobisz.
Pokłócili się o to i Bobby znowu się nadąsał. Marshall wziął głęboki oddech i zmienił kurs. Lombardy wrócił z kuchni i obaj naciskali na Bobby’ego. Kiedy o czwartej rano powiedzieli sobie dobranoc, Bobby się uśmiechał i sprawiał wrażenie zadowolonego z rozmowy. Jednak wciąż był daleki od powiedzenia, że będzie grać.

***
W drodze do domu Marshall i Lombardy rykoszetowali między euforią a depresją. Gdyby dano im czas, z pewnością zdołaliby wysłać Bobby’ego do Reykjaviku, ale czas był jedyną rzeczą, która nie była im dana. W jakiś sposób musieli go wykurzyć.
Szary ze zmęczenia, Marshall doznał jednego z tych olśnień, jakich człowiek doznaje o czwartej rano.
– Wyczarterujemy prywatny odrzutowiec!
Po przyjeździe do domu Marshall skontaktował się z kilkoma dyrektorami dużych korporacji. Wszyscy obiecali, że sprawdzą samoloty firmowe i oddzwonią.
Potem Marshall poprosił swoją żonę, aby zadzwoniła do AP, UPI, „Daily News” i „New York Timesa” i powiedziała im, gdzie Bobby się ukrywa.
Koło szóstej rano Lombardy zakimał w pokoju gościnnym, a państwo Marshallowie padli na łóżko w swojej sypialni. Betty nastawiła budzik na jedenastą.
Dziesięć po siódmej zadzwonił telefon na stoliku przy łóżku. Betty jęknęła i podniosła słuchawkę.
– To do ciebie, Paul – powiedziała. – Zagraniczna.
Marshall uniósł zdrętwiałą ręką i przejął słuchawkę.